Można by pomyśleć, że wesele wcale nie jest dla Pary Młodej, tylko dla Rodziców, świadków i gości. Dla fotografa, dj-a, zespołu i obsługi. I powiem Wam szczerze, że chce mi się płakać, gdy widzę takie podejście, gdy widzę zestresowanych na maxa Państwa Młodych, bo coś nie jest tak, jak to zostało zaplanowane i być może w gronie gości istnieje jakiś Wujek Stefan, który się obrazi z tego tytułu. Albo babcia Zosia, co de facto nie jest wcale babcią, tylko przyszywaną ciotką kuzyna Heńka ale pretensje będą spore.

UWAGA!!! Załączone tutaj zdjęcia są wyłącznie przykładowym reportażem weselnym. Nie ilustracją do tekstu. Te wesela, które tutaj widzicie zapewniam: BYŁY ŚWIETNE!!! Z resztą – wystarczy spojrzeć i od razu wiadomo ! :)

Tym, co teraz powiem, narażę się pewnie całemu temu połświatkowi, ale wiecie co…? To nic – będę to powtarzać do utraty sił albo i jeszcze trochę dłużej (znając mój upór 😉 ).

W swoim życiu zawodowym i prywatnym widziałam cztery rodzaje wesel. I tylko jeden rodzaj z nich wydaje mi się słuszny… Poczytajcie:

  1. Wesele dla Rodziców.
    Przypadek, w którym większość rzeczy na weselu sponsorują wspomniani rodziciele. Pannie Młodej nie podoba się ani sala, ani fotograf, ani goście, którzy są na weselu. Pan Młody krzywi się na muzykę graną przez niechciany zespół a dania wjeżdżające na stół ani mu smakują, ani go cieszą. Nie mogli wybrać ani kwiatów na stoły, ani klimatu. Pannie Młodej ledwie udało się przeforsować swój styl sukni ślubnej. To oczywiście skrajny przypadek. Oczywiście nie zawsze wygląda to tak dramatycznie. I (NA SZCZĘŚCIE!) znam przypadki, w których Rodzice sponsorowali wesela niemal w całości, dając jednocześnie Młodym zupełnie wolną rękę w przygotowaniach. Tak jest jednak rzadko. Częściej niestety jest tak, że sporo weselnych gadżetów jest podyktowanych gustem mamy i praktycznym okiem taty a nie marzeniami Młodych. Jak sobie z tym poradzić? Nazywając rzeczy po imieniu: nie prosić nikogo o pieniądze. Szantaż finansowy to niestety częsta praktyka (nie koniecznie tylko w relacji rodzic – dziecko) i nie przynosi na dłuższą metę korzyści żadnej ze stron: jedna strona wydaje dużo pieniędzy na to, by utrzymać drugą w szachu a druga w końcu mówi „dość!” i oddala się na długo (czasem nawet na parę lat) i pierwsza strona traci zupełny kontakt i kontrolę. Z tego drugiego akurat należy się cieszyć, bo zdrowa pępowina u dorosłego dziecka, to PRZECIĘTA pępowina. A najlepiej taka, która już dawno obumarła i nie został po niej już nawet kikut. To jest dobry moment na zawarcie związku małżeńskiego. Ale wracając do kwestii pieniędzy: to nie znaczy, że nie można ich przyjąć, kiedy Wasi Rodzice po prostu wręczają je Wam do rąk i mówią, że to ich wkład w Wasze wesele. Przyjmijcie, podziękujcie i… zróbcie z nimi użytek, który sprawi, że to wesele będzie Wasze (Męża i Żony), Wasze wspólne, wymarzone przez Was. Takie, które potem będziecie chcieli urządzać co roku :) A nie takie, które będzie Wam się potem jeszcze latami czkało, a przed ślubem będzie wprowadzało nerwową atmosferę między Was i Rodziców, czy (co jeszcze gorsze!) między narzeczoną a narzeczonego. I żebyśmy się dobrze zrozumieli!!! To nie znaczy, że Rodzicom nie należy się wdzięczność i szacunek już z samego tytułu, że są Waszymi Rodzicami. Ale właśnie w tym momencie, w którym postanawiacie związać się świętym (czy nie) węzłem małżeńskim, ich zdanie powinno się liczyć w Waszym życiu WYŁĄCZNIE na drugim planie. Powiecie: „Eee tam! Łatwiej powiedzieć, niż zrobić! Marzy nam się wesele w Paryżu, z prawdziwym szampanem na stołach, girlandami kwiatów zwisającymi z sufitu i nie mamy na to własnych pieniędzy”. W takim przypadku należy się zastanowić na czym naprawdę Wam zależy: czy na złożeniu sobie ślubów małżeńskich a potem cieszeniu się tą radością (tym weselem) z najbliższymi, tymi, którzy są wam naprawdę bliscy i naprawdę lubicie spędzać czas z nimi? Czy na wystawie, na której wszyscy będą na Was patrzeć i podziwiać jakiż to macie rozmach? Jeżeli wciąż obstajecie przy tym drugim, to istnieje pewne niebezpieczeństwo, że w Waszym ślubie wcale nie chodzi o Was a w Waszym weselu wcale nie chodzi o radość. Może natomiast zachodzić przypadek, w którym robicie 
  1. Wesele dla pieniędzy.
    Zupełnie bez oceniania, czy szkalowania takich wesel. Przypadek, w którym na ceremonię i zabawę są wydawane pieniądze, które przekraczają wszelkie granice zdrowego rozsądku to nie jest dobry początek czegokolwiek. Tak, rozumiem, że te granice zmieniają się wraz z perspektywą, z której się je ogląda. Mi można zarzucić, że mówię to z perspektywy biedaka. I pewnie będziecie mieli trochę racji. Ale też trochę nie, bo niezależnie od tego, czy byłam bardzo biedna (a był taki moment w moim życiu) czy teraz, gdy już aż tak biedna nie jestem 😉 wolałabym wydać pieniądze na całe mnóstwo fajniejszych rzeczy, niż na wyłączne zaspokojenie potrzeby bycia podziwianą. Tym bardziej, że (uwaga! uwaga!) za bycie podziwianym nie zawsze trzeba płacić! 😉 I naprawdę nikomu nie żałuję ani tego Paryża, ani tego szampana, ani girlandów z sufitu. I jeśli dysponujecie kasą, która pozwoli Wam na to wszystko bez kredytu czy innego zadłużenia, za to z myślą, że w ten wyjątkowy dzień wszystko musi być wyjątkowe i po prostu najlepsze, to róbcie tak, jak Wam się marzy! Ale jeżeli bierzecie na swoje wesele kredyt w wysokości chociażby 50 000 złotych a w Waszej głowie jest myśl: „zrobimy tak, żeby nam inni zazdrościli, bo oni nie mieli na to kasy”, to…. To ja nie wiem, czy to jest to, co powinno Was połączyć aż do śmierci. I nie wiem, czy tak naprawdę jest w ogóle w stanie połączyć. Nie znam się na psychologii, ale mam jakieś takie wewnętrzne przeświadczenie, że każdy, kto nieustannie dąży do bycia podziwianym z powodu swoich pieniędzy, bogactwa, czy czegokolwiek w tym rodzaju, tak naprawdę nieustannie obnaża jakieś swoje zaniżone poczucie wartości. A przecież CZŁOWIEKU! Jesteś dzieckiem Bożym, już sam ten fakt jest godny podziwu!!! Pomyślałam sobie też, że są ludzie, którzy chcą być podziwiani ze względu na ilość dobra, którą czynią. Ale… bądźmy uczciwi…. Któż z nas nie chciałby być podziwiany z tego tytułu! 😀
  1. Wesele dla gości.
    Straaaasznaaa pułapka! Bo ideologicznie niby wszystko gra: ludzie przyjeżdżają, żeby z Wami spędzić ten jeden, wyjątkowy, piękny dzień Waszego życia, no to przecież teraz MUSICIE zrobić wszystko, żeby ich zadowolić. Naprawdę musicie? ;> Owszem, rozumiem: przejechali daleką drogę, więc trzeba im zapewnić dach nad głową i nakarmić do syta. ALE! Dach nad głową nie musi mieć pięciu gwiazdek a pokarm na talerzu nie musi być homarem. Ludzie przyjeżdżają na wesele świętować z Wami Wasz dzień, Wasze święto. Weselić się z Wami i WAMI, bo to Wasz dzień, Wasza radość, początek nowego, wspólnego życia. A nie napić się, najeść i odpocząć. A jeżeli ktoś faktycznie przyjeżdża po to, żeby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby picia, jedzenia, relaksu i zabawy, to znaczy, że nie przyjechał do Was, tylko na urlop. I ponownie: żebyśmy się dobrze zrozumieli: ja wcale nie namawiam do olewania swoich gości i totalnego nieprzejmowania się nimi. Oczywiście, że ma im być wygodnie i oczywiście, że super by było, gdyby się dobrze bawili. ALE psucie sobie nerwów z tytułu tego, czy rosół będzie każdemu smakował a ciocia Zosia to woli ogórkową i co tu teraz zrobić, bo potem ciocia Zosia będzie niezadowolona i nie będzie jej się podobało, to naprawdę jest zły kierunek myślenia. Po pierwsze dlatego, że ZAWSZE znajdzie się taki wujek albo taka ciocia, którym coś nie będzie smakowało, którym muzyka nie będzie opowiadała i którym fotograf będzie przeszkadzał robić zdjęcia ich świetnymi telefonami komórkowymi. ZAWSZE! No i trudno. Jak to mawiają: „jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził”, czy jakoś tak. I taka prawda. I nawet nie należy próbować z tym walczyć, bo to tylko marnotrawstwo sił i środków. A koniec końców i tak jakoś tak się dzieje, że wszędzie tam, gdzie są fajni młodzi, gdzie jest prawdziwa miłość między nimi, gdzie wesele wygląda tak, jak ONI naprawdę tego chcieli, to…. To i goście bawią się świetnie tańcząc do wszystkiego, co im zespół zagra, wcinając kurczaka palcami i śpiąc w aucie pod salą balową, bo i ciepło i do miejsca noclegowego niedaleko! 😉
  2. Wesele dla Młodych.
    „No niemożliwe! Jak to wesele miałoby być dla Młodych?! Toż to jakieś nieporozumienie!” Chyba już czujecie, że to tutaj zmierzałam przez cały czas. Zatem… Drodzy Rodzice, szanowni goście, kochane pieniążki. Nie utyskujcie, że coś na tym weselu jest inaczej, niż WY sobie wyobrażaliście, że będzie. Ci, którzy wesele mają za sobą mieli już okazję pokazać jak to powinno wyglądać WEDŁUG NICH. A ci, którzy mają to jeszcze przed sobą – oby mieli okazję pokazać, jak sami by chcieli, żeby wyglądało dobre wesele 😉 (wtedy to Wy wszystkim pokażecie! :D). Tego dnia Wy jesteście dla Pary Młodej. Nie oni dla Was. Tego jednego, jedynego dnia oni są dla siebie. I na serio i bez lipy – powinniście się czuć zaszczyceni, że zechcieli podzielić tę radość, to święto, właśnie z Wami. Przypuszczalnie znajdzie się tutaj parę osób, które zarzucą mi bezczelność i impertynencję. To nic. Nie zmienię zdania na temat tych priorytetów. Napatrzyłam się na tyle niepotrzebnych nerwów, nasłuchałam tylu kłótni przedmałżeńskich, wynikających z nieustannego i usilnego zaspokojenia potrzeb wszystkich, którzy znajdą się na ślubie, tylko nie swoich własnych, że do krwi jestem w stanie bronić swojego zdania. Oczywiście, to po prostu MOJE ZDANIE. Ani wyrocznia, ani prawda objawiona, ale głębokie przekonanie o tym, że Młodzi bezsensownie się zatracają w próbie sprostania czemuś, co z założenia jest niemożliwe, zamiast dążyć do tego, co tego dnia jest najważniejsze: ich miłość, radość, łzy, trzymanie się za ręce i uśmiechanie dookoła głowy.

A to, że Młodzi się czasem zamartwiają rzeczami, których nikt od nich nie oczekuje, to jeszcze insza inszość. Od lat tłumaczę swoim Parom: nie jest ważne to, że sukienka nie ma idealnej długości i że kwiaciarka coś pokręciła i włożyła gerbery zamiast margerytek i że serca przyczepione do auta miały być po prawej a nie po lewej stronie… Poza Wami nikt tego nie zauważy. A nawet jeśli ktoś coś zakuma, to po paru latach NA PEWNO nie będzie o tym pamiętał. Bo i Rodzicom i Gościom i tym wydanym pieniądzom chodzi w gruncie rzeczy o to, żeby być tego dnia świadkami Waszej miłości, która na skutek słowa zmienia całą Waszą rzeczywistość (performatywna funkcja słowa, jeśli dobrze pamiętam z zajęć ogólnej metodologii nauk 😉 ). Wiecie co będą wspominali latami? Wasze uśmiechy, Wasze wzruszenia, Wasz łamiący się z przejęcia głos podczas wypowiadania przysięgi. I to, że wyglądaliście tak pięknie, zakochani w sobie, radośni, bezgranicznie szczęśliwi. Raczej nie zapamiętają do czego tańczyliście, ale będą pamiętać, że się pomyliliście i musieliście zaczynać od początku i to było taaakieee słooodkieee! Nie będą wiedzieli skąd był ten tort, który im zafundowaliście, będą pamiętać, że był pyszny (bo każdy jest pyszny!). I to, że byliście tacy piękni! Chociaż mało kto będzie pamiętał jaki był krój sukni, czy kolor garnituru. I chociaż w pełni rozumiem Wasze pragnienie, żeby wyglądać tego dnia niezwykle i żeby wszystko było niezwykłe (bo przecież na tym polega święto, że jest inaczej, niż normalnie) to naprawdę nie wszystkim trzeba się AŻ TAK przejmować. Przejmujcie się Waszą miłością, Waszym nastrojem, Waszą życiową decyzją – to jest ważne. Nic innego. Mówi Wam ktoś, kto nie tylko towarzyszy Młodym Parom w tym dniu, ale również ktoś, kto sam doświadczył tego (już nie raz :P) i wie, co mówi…

Zatem… Zapamiętajcie to sobie raz na zawsze a jeśli zapomnicie, to napiszcie do mnie a ja Wam przypomnę: WESELE JEST DLA WAS! Dla Młodej Pary! Nie dla Rodziców (jakkolwiek by kochani nie byli) ani dla gości (ilekolwiek by Wam kasy do koperty nie włożyli). Dla Was!!! Bo przecież bez Was nic by się nie odbyło. A bez całej reszty – mogłoby być trudno ale…. naprawdę dałoby radę 😉

A co zrobić, żeby mieć super wesele i nie musieć brać na nie kredytu – opowiem następnym razem 😉