Oczywiście z tymi „mrocznymi” to taka ściema, ale skoro już tu zajrzeliście – to przeczytajcie – pośmiejemy się razem w środku tygodnia 😀

Mam parę takich trików, które pomagają mi w pracy. W zasadzie mogę je nawet tutaj zdradzić. Przez jakiś czas wahałam się, bo niby zaraz się znajdą „podrabiacze stylu”. Ale raz: to tylko „triki”. Poza nimi jest jeszcze całe morze innych rzeczy, których się podrobić nie da 😉 A dwa – można podrobić kadr, światło, kolorystykę, układ… ale zawsze jeszcze pozostaje coś takiego, co umyka nawet najzdolniejszym naśladowcom. I tego właśnie nie zdradzę 😉

Mało osób o tym wie – bo umówmy się, chociaż sfotografowałam już jakiś całkiem niezły procent Olsztyna, to w stosunku do całej ludzkości to wciąż mało 😉 – że gdy pracuję przy sesji – pracuje nie tylko moja głowa ale i całe ciało. Jeśli ktoś słyszał o „szpagatach Fotografki” a jeszcze ich nie widział, to cóż… opisać to trudno, najlepiej zobaczyć 😉 W czasie zdjęć jest mi trudno się np. schylić. Raz, że mój zdezelowany po ostatniej ciąży kręgosłup nie wytrzymałby w tej pozycji zbyt długo. Dwa, ta pozycja wydaje mi się ze wszech miar nieprofesjonalna 😛 Jedyne rozwiązanie na uchwycenie kadru, który jest poniżej poziomu mojej głowy to… wykonanie szpagatu! Oczywiście nie takiego pełnego, ale faktycznie czasami stopy rozjeżdżają mi się tak bardzo, że niewiele mi już brakuje 😉 Może to i śmieszne. Ale wolę być „śmieszna” niż stać z tyłkiem wypiętym w kierunku, z którego zawsze może ktoś nadejść i skorzystać z okazji. To chyba jasne…? ;> Z resztą nie tylko przy tej okazji przyjmuję dziwaczne pozycje. Jakiś taki mam nawyk, żeby pokazując modelce jak ma stanąć, samej zastygać w takim ustawieniu. Nie wiem z czego to wynika. Bo chyba nie z tych 3 lat baletu, na który uczęszczałam jakieś…. 20 lat temu :O Chociaż słyszałam teorię, że tancerzem zostaje się już do końca życia – z tymi prostymi plecami, uniesioną głową i specyficznym chodem. Tym nie mniej: stojąc za aparatem, napinam każdy swój mięsień razem z modelką, jakbym miała wrażenie, że w ten sposób pomogę jej wytrwać w tej trudnej pozie. Coś w tym musi być, bo… działa! Tylko potem i modelka i ja wychodzimy z sesji baaardzooo zmęczone 😀

Chciałabym w tym miejscu wstawić zdjęcie mnie samej robiącej taki szpagat, ale…. nie znalazł się jeszcze takie fotograf, który by to uwiecznił 😛 Mogę za to pokazać Wam zdjęcia, które zrobiłam za pomocą szpagatu 😉 Po czym to poznać? Bardzo łatwo: twarz Modelki znajduje się za wysoko, by ulęknąć lub usiąść ale za nisko, by zrobić zdjęcie stojąc wyprostowanym. Schylać się jest dosyć niewygodnie (z resztą wypinanie się, szczególnie w plenerze może być niebezpieczne 😛 ).

foto 010

Pojęcie „szpagatów” wyjaśnione. Ale to nie wszystkie sztuczki z sesji 😉 Mam też swoje „otwieracze” na Kobiety, które fotografuję. Stare jak świat, przepracowane również przeze mnie metody, które pozwalają, by Kobieta czuła się przed moim obiektywem swobodnie. Tylko wtedy te zdjęcia naprawdę wychodzą. I niestety, muszę Was zmartwić, nie będzie to nic odkrywczego z jednej strony, ale jak powiadają, rzeczy oczywiste są najtrudniejsze do dostrzeżenia 😉
Po pierwsze: jestem naturalna. Taka, jaka jestem w domu, taka sama jestem też w pracy z ludźmi. Jeżeli współpracują dobrze – chwalę ich, jeżeli zachowują się źle – mówię im o tym. Jeżeli otwierają się przede mną – ja otwieram się przed nimi. Ale bez przesady oczywiście! Nikogo nie zanudzam (przynajmniej staram się 😉 ) swoimi życiowymi doświadczeniami.
Droga konkurencjo – jeśli to czytasz – nie wysilaj się 😉 Naturalnym albo się jest albo się nie jest, a jeśli się nie jest, to nie tak łatwo się zmienić 😉foto 007

 

Po drugie: ja po prostu lubię Kobiety. Tak zwyczajnie, bez podtekstów. Powiem więcej: lubię ludzi. To pomaga! Od zawsze wiadomo, że inaczej podchodzi się do kogoś/czegoś z miłością w sercu a inaczej na chłodno. Inaczej przedstawia się kogoś, kogo się kocha a inaczej kogoś, kogo się ledwo lubi, nawet jeśli to jedna i ta samo osoba 😉 Ja wolę „z miłością”, bo wtedy pozwalam poczuć osobie fotografowanej, że mi też zależy na tych zdjęciach. A jeśli i jedna i druga strona jest zaangażowana w to, żeby robota szła dobrze, to… cóż może stanąć na przeszkodzie ? 😀

Po trzecie: komplementuję osobę przed obiektywem, ale (UWAGA!) nie mówię jej tego, czego naprawdę nie myślę! Patrzę na nią i próbuję wydobyć z niej to, co ma w sobie najlepszego, najpiękniejszego. Mówię do niej o tym, co widzę, o jej atutach, mocnych stronach, pytam o marzenia. A potem modeluję tak, by uwypuklić to wszystko, co mi się w niej podoba i jej samej się w niej podoba. To bardzo pomaga. Kobieta czuje się w dobrych rękach. Łatwiej się poddaje, bardziej ufa. I to naprawdę wspaniałe uczucie, gdy ktoś tak totalnie oddaje się w moje ręce z wiarą, że zrobię z nim to, co będę uważała za słuszne i właśnie to będzie dobre. Chociaż oczywiście takie „zawierzenie” jest wysoce stresujące. To jednak… ja chyba lubię po prostu pracować pod presją 😉

foto 011

Po czwarte: Zwykle mam pod ręką jeszcze swojego „przyjaciela”. Przyjaciela wielu kobiet 😉 Gdy w rozmowie na temat sesji wspominam „tylko nie zapomnij zabrać ze sobą butelkę ulubionego wina” widzę zawsze zmieszanie. Muszę dodać: „tak, to u mnie standardowa procedura”. Na ile więc warunki, w których odbywa się sesja na to pozwalają – wyciągam lampkę i częstuję modelkę jej własnym ulubionym winem. Zwykle wystarcza nawet pół lampki, by kobieta poczuła się swobodniej. Nie chcemy jej przecież upić! Chcemy ją tylko rozluźnić. Jeżeli modelka nalega – ja też częstuję się winem. Rozumiem, że może czuć się skrępowana pijąc sama a ja przecież nie mogę dopuścić do sytuacji, w której będzie się czuła niekomfortowo! Niestety. Ostatnio mam tak dużo rpacy, że zaczęłam się obawiać jakiegoś zawodowego alkoholizmu 😉

foto 009

I na zakończenie jeszcze jedna ważna rzecz, o której pamiętam zawsze przy reportażu, ślubnym na przykład. Jeszcze na samym początku przygotowań mówię młodym: „Macie ode mnie trzy przykazania. Pierwsze: miejcie zawsze proste plecy”. Strasznie zwracam na to uwagę. Piękna suknia, piękna Panna Młoda z pięknym ciałem i stoi garbata, jakby dźwigała na plecach ciężar całego świata. Czujecie dysonans?  Drugie: „Uśmiechajcie się jak najwięcej”. Nic tak nie upiększa człowieka, jak jego własny, naturalny, szczery uśmiech. Poza tym… kurcze! Toż to jeden z najpiękniejszych dni w życiu! Bez sensu stresować się drobiazgami, na które nie ma się wpływu. Znacznie lepiej uśmiechać się do innych i do siebie. Wtedy nie tylko zdjęcia będą piękniejsze! 😉 Trzecie: „Nie patrzcie na mnie. Chyba, że sama o to wyraźnie poproszę”. No właśnie! Młodzi powinni być skupieni na sobie, na ceremonii, na swoich przeżyciach. Im więcej jest emocji między nimi, tym bardziej klimatyczne i udane zdjęcia wychodzą. A im częściej Młodzi patrzą mi się w obiektyw, tym mniej mam naprawdę dobrych zdjęć z reportażu. Bo…. Prawda jest taka, że…. Najpiękniejsi Młodzi to nie ci, którzy są ubrani w drogie stroje, wymuskani przez wizażystów, podopinani na ostatni guzik… Lecz ci, którzy zapatrzeni w siebie nawzajem, śmieją się do siebie, szczęśliwi, że oto nastał ich dzień, tulący się i całujący bez przerwy, zapomnieli o całym świecie…. Na szczęście mam szczęście do takich par 😉

foto 008

P.S Mam tylko nadzieję, że gdy to czytacie, to przykładacie palce do oczu rozumiejąc, że to nie wszystko tak dosłownie 😉