Od czasu do czasu zdarzają mi się w życiu zawodowym przygody. Nie wszystkie są miłe, ale ta akurat była miła BAAARDZOOO! 😀

Zacznijmy od tego, że w pewnego długiego jesiennego wieczoru mój Mąż wymyślił pomysł 😉 A ja, jak to zwykle ja, najpierw stwierdziłam, że to chyba bez sensu, ale potem całą noc moja głowa mieliła nową akcję marketingową. Bardzo istotnym krokiem okazało się podzielenie się tym pomysłem z serdeczną koleżanką i przyszywaną asystentką Fotografki, która nie tylko momentalnie podłapała ideę ale również natychmiast obmyśliła plan jak ją zrealizować. Potem już tylko dopieścić szczegóły i… 11 pięknych różowych listów poszło w świat szukać odbiorcy. Odzew na jeden z nich był natychmiastowy. I tak poznałam Gabi i jej salon sukien ślubnych Arianne. I tak to się wszystko zaczęło.

Nie umiem oprzeć się wrażeniu, że wspaniały Bóg na wysokościach błogosławi mi w życiu między innymi wspaniałymi ludźmi, których spotykam na swojej drodze osobistej i zawodowej. Gabi okazała się wcale nie odstawać od tego błogosławieństwa 😉  Silna osobowość o filigranowej postaci, kobieta – konkret z dużym poczuciem humoru i dystansem do świata i życia. Z takimi osobami naprawdę dobrze mi się współpracuje. A pewna niemal nieuchwytna nić porozumienia okazała się być pieczęcią na umowie o dobrym przymierzu 😉 Kiedy więc Gabi rzuciła pomysł wspólnej sesji sukien ślubnych – nie mogłam odmówić.

Oczywiście nie będę Wam tutaj opisywała całego procesu planowania 😛 Ważne są dwie rzeczy: 1. że i dziewczyny wybrane do tego przedsięwzięcia i wybór sukien i układ z wizażystką i dogadanie miejsca – wszystko szło jak z płatka; 2. i tylko wiosna w tamtym roku długo nie chciała przyjść na dobre. A skazywanie pięciu dziewczyn na prezentowanie się w cienkich, delikatnych sukniach ślubnych w bardzo wietrznym miejscu, przy temperaturze 10 stopni, byłoby torturą. A nikomu nie były potrzebne na zdjęciach czerwone z zimna nosy i sina skóra rąk. Zatem sesja nam się przekładała – raz… i drugi…. A naprawdę nie jest łatwo znaleźć termin, który pasowałby jednocześnie 10 osobom! :O Kiedy więc przy trzecim podejściu dzień od rana był pogodny – wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.

Przygotowania przebiegały w zasadzie bez zakłóceń: Dorotka czesała i malowała po kolei każdą z dziewczyn. To był również cudowny czas dla mnie na poznanie ich: porozmawianie, posłuchanie o tym co w życiu robią, co lubią, czego pragną. Na moich oczach każda z nich piękniała do granic możliwości, chociaż już bez makijaży wyglądała po prostu olśniewająco (wcale się nie dziwiłam, że to właśnie ta piątka została namówiona do zdjęć! Żadnej z tych dziewczyn nie zamieniłabym na którąkolwiek z gwiazd choćby rodem z Hollywoodu 🙂 ). Każda z nich zupełnie inna, każda wyjątkowa. Wszystkie inteligentne, ambitne, z charakterem a każda na swój własny sposób. Z radością więc piłyśmy wino, śmiałyśmy się w głos, snułyśmy plany i otwierałyśmy się – na siebie nawzajem, na przygodę.

I tylko pojawiające się na niebie chmury burzyły powoli mój spokój. Miałam w głowie konkretny pomysł na zdjęcia i potrzebowałam do nich pięknego zachodzącego słońca a nie stalowych obłoków jak do gradobicia. Tak, tak, wiem, że trzeba być elastycznym i brać od pogody to, co się dostało, ale…. To była naprawdę istotna sprawa to słońce… 9 osób drżało o te zdjęcia. Dobrze by było zadowolić je wszystkie, łącznie ze mną samą 😉

No dobrze. Przygotowania się zakończyły, dziewczyny pojechały jeszcze coś podjeść przed sesją, ja poleciałam prosto na miejsce – i tak wychodziła nam delikatna obsuwa czasowa. I tu do akcji wkracza Gabriela – jej niezłomna wiara w to, że niebo lada moment się rozpogodzi podtrzymywała mnie na duchu. Chyba ja sama nie wierzyłam w to aż tak bardzo, jak ona a przecież jestem wierząca 😀

Łyna Park okazała się miejscem nad wyraz gościnnym: miałyśmy zapewnione wygodne miejsce na przebieranki oraz swobodny dostęp do tarasu na dachu budynku. A widok stamtąd był zapierający dech w piersiach! :O Było tam wszystko, czego potrzebowałyśmy: piękny widok, Olsztyn w tle, otwarta przestrzeń, na 3 strony świata. I tylko na horyzoncie zaczęła nam majaczyć sunąca na nas ściana deszczu. Czułam, że żołądek wykręca mi się na lewą stronę. Zwracam więc oczy ku niebu i myślę „Boże Wszechmogący… Jeśli Twoją wolą jest, by ta sesja mi się udała, to ja naprawdę, ale to naprawdę potrzebuję słońca i pięknego nieba.” Gabi ze zrozumieniem patrzy na mojego stresa i mówi: „Miałyśmy zacząć o 19:00, mamy więc jeszcze pół godziny”. Obie jednak wiedziałyśmy, że to nie do końca tak: Zosia potrzebowała o 19:00 już zakończyć zdjęcia, gdyż musiała lecieć dalej (wcale się nie dziwię, że takie piękne dziewczę jest rozrywane 😀 ). Musiałyśmy więc zacząć JUŻ.

I zaczęłyśmy.  Zdjęcia z Zosią same się robiły. Widać było od razu, że ta dziewczyna ma duże doświadczenie w pozowaniu. Doskonale sama wiedziała jak zaprezentować się przed obiektywem, żeby było świetnie. Przyznam szczerze, że czułam się wręcz odrobinę onieśmielona. Niebo nad nami ciemniało. Dałam więc Zosi 20 minut i trzeba było brać następną z dziewczyn, bo lada moment mogło po prostu lunąć. Na drugi ogień poszła Aurelia. Suknia w której wystąpiła podobała nam się przebardzo ale ona nie czuła się w niej dobrze, po pary minutach więc postanowiłyśmy pozwolić jej się przebrać w tę, która jej się najbardziej podobała. W tym czasie przed obiektywem stanęła Ewa. Zaczynamy robić zdjęcia. I wiecie co się wtedy stało….?  Nagle zza tej olbrzymiej chmury,  która wciąż wydawała się iść w naszym kierunku, zaczęło wyglądać słońca – tak piękne, że aż zaniemówiłam na chwilę! Była dokładnie 19:00… A wiecie skąd to wiem? Bo podeszła do mnie Gabi, pokazała na zegarek i mrugnąwszy porozumiewawczo okiem, powiedziała: „Miało być od 19:00…” I wtedy już wiedziałam, że…. Wszystko będzie dobrze. Ba! Że nawet będzie super! 😀 I było. Zdjęcia okazały się być czymś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie zrobiłam: Dziewczyny bawiły się świetnie nie tylko na przygotowaniach ale w trakcie zdjęć również. Szampan i śmiech umilały nam czas. A chociaż pod koniec sesji bolały mnie już wszystkie mięśnie (tak mam po prostu) to byłam po prostu mega szczęśliwa. Nie tylko z powodu poczucia, że zrobiłam świetny materiał ale również dlatego, ze wspaniale spędziłam czas. Czułam to również w otwarciu się Dziewczyn przed obiektywem – każda z nich odsłoniła w sobie coś specjalnego:

Zosia pokazała pełen profesjonalizm i zdystansowane podejście do siebie.

Ewa pokazała subtelność i delikatność pełną dziewczęcego uroku.

Marta odkryła przed nami kobiecość na zdumiewające 200% możliwości.

Aurelia dała nam uskrzydloną eteryczność tańczącą na strunach skrzypiec.

Paulina odsłoniła pełną emocjonalność i maksymalne zaangażowanie.

Więcej zdjęć z samej sesji można już obejrzeć w GALERII MODY – Zapraszam 🙂 🙂 🙂

W jednym z docinków serialu „Abstrakt. Sztuka designu” fotograf Platon mówi: „Zanim nacisnę spust migawki nie zastanawiam się jak zrobić komuś dobre zdjęcie. Myślę, czego mogę się od tej osoby nauczyć. Zawsze.”

Dla mnie więc nie zdjęcia są z tej przygody najcenniejsze. Lecz to, czego mogłam się nauczyć od tych wszystkich, z którymi przy tej niezwykłej sesji przyszło mi pracować. I za to DZIĘKUJĘ.

_MG_3131