Gdybyście myśleli przypadkiem, że takie tam postanowienie noworoczne, to muszę Was zmartwić – wycofuję się powoli z FB już od dawna. W zasadzie od kiedy tylko poczułam, że jestem uzależniona i bardzo dużo czasu poświęcam (żeby nie powiedzieć „marnuję” ;]  ) na wiszenie na social mediach. Pierwszym krokiem było odinstalowanie apek FB i Messenger z telefonu. Oczywiście dostęp pozostał, bo wciąż mogłam się logować przez przeglądarki, ale nie było to już tak łatwe i tak wygodne, jak wcześniej. Ograniczenie sobie widoczności tablicy i przez to bycia wciąganym w skrolowanie tablicy zrobiłam już parę miesięcy temu włączając sprytnego Kill Feeda, który sprawił, że moja tablica nagle zaczęła wyglądać tak:

skrin

Muszę przyznać, że trochę to pomogło i moje impulsywno-kompulsywne zaglądanie na fejsa przestało być już tak intensywne. Niestety na chwilę a mój odzyskany spokój wewnętrzny okazał się pozorny. Nerwowe zaglądanie w telefonu nawet kilkadziesiąt razy dziennie, nieumiejętność powstrzymania się przed przeglądaniem Facebooka nawet podczas oglądania filmu, ogólna nerwowość, symptomy uzależnienia, symptomy FOMS (Fear Of Missing Something) gdy zapominałam telefonu z domu mówiły mi, że nie jest za dobrze. Już od dawna narzekałam na to, że instytucja FB mnie męczy. Ale przez długi czas miałam mnóstwo argumentów przeciwko usuwaniu swojego konta: jest to narzędzie bardzo sprawne marketingowo a w dodatku pozwala mi być w stałym kontakcie z osobami, które są daleko i z którymi nie mam za bardzo możliwości pogadać inaczej, niż na czacie.

Szala goryczy się jednak w końcu przelała: kuriozum nastąpiło, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że zamiast cieszyć się wolnym popołudniem z dziećmi ja wiszę na telefonie, zamiast porozmawiać wieczorem ze swoim Mężem – ja wiszę na telefonie, a połowa spotkania z moją od dawna nie widzianą osobą polegało na… pokazywaniu sobie rzeczy z FB. No toż to przecież jakiś obłęd!

Utrata podstawowych argumentów.

Moje spojrzenie na Facebooka i to wszystko, co mnie na nim trzyma, zaczęło się zmieniać w momencie, gdy… zaczął się zmieniać sam Facebook.

Argument 1:  nie usunę konta, bo FB to świetne narzędzie marketingowe. [BŁAD!] Już nie! Pozmieniały się algorytmy. Posty, które zdobywały słuszne ilości odbiorców jeszcze rok temu, obecnie ledwo wyciągają liczby cztero/pięciokrotnie mniejsze. I to nie jest jakieś moje odosobnione spostrzeżenie. Konsultowałam te obserwacje z ludźmi, którzy naprawdę się na tym znają i po cichu przyznają rację. Teraz jeśli nie zapłacisz, to będziesz miał guzik z zasięgu. Zamiast „social media” mamy „commercial media”. Oczywiście mówimy tutaj o moim levelu zaawansowania 😉

Argument 2: nie usunę konta, bo mam tu rzeczy, których nie chcę stracić. [BŁAD!] Facebook na szczęście dał możliwość utworzenia kopii danych. Ustawienia -> Ogólne -> Pobierz kopię swoich danych z Facebooka.  Zrobione! Extra! 🙂

Argument 3: nie usunę konta, bo mam tutaj znajomych, z którymi mogę pozostawać w kontakcie. [BŁAD!] Prawdę mówiąc – nie pozostaję ;] Pozostaję w pewnym złudzeniu. A kontakt można utrzymywać przez maila, telefon i inne sposoby. Choćbym miała kurka wodna wrócić do pisania i wysyłania listów, to na FB nie zostanę 😛


(obrazki pana Pawła Kuczyńskiego: https://web.facebook.com/pawelkuczynskiart/ – świetnie ilustrują to wszystko, co myślę o fejsie 🙂 )

Powrót do człowieka żywego.

FB daje nam złudne poczucie bycia ze sobą w kontakcie. Widzimy nawzajem swoje tablice z zamieszonymi tam różnymi informacjami, to znaczy, że wiemy co u nas. Yyyyyy…. serio? Nie wydaje mnie się ;] To, że wrzuciłaś ostatnio zdjęcia z upojnych wakacji na Teneryfie albo napisałaś o chorym psie to czy ja naprawdę wiem co u Ciebie? Ja wrzuciłam ostatnio foty ze spaceru do lasu i życzenia Świąteczne. Na serio wiesz co u mnie? ;> Żyjemy w pewnym złudzeniu zainteresowania drugim człowiekiem („mam cię w znajomych, bo chcę wiedzieć co u ciebie”). Tymczasem w sposób niewiarygodnie szybki rozwijamy swój egocentryzm („mam cię w znajomych, bo chcę, żebyś wiedział co u mnie”) oraz pogłębiamy swoje kompleksy sądząc, że inni mają życie lepsze, ciekawsze, bardziej obfitujące w sukcesy i egzotyczne wakacje, niż ta nasza codzienność. Really? ;]

Mam w głowie taką myśl. Przypuszczalnie to utopia, ale… chcę spróbować 🙂 Dzięki usunięciu się z FB zyskam naprawdę sporo czasu. Moja praca stanie się bardziej wydajna, bo skupiona na pracy, nie rozpraszana nieustannym zaglądaniem na facebookową tablicę. Ten czas, który mi zostanie chciałabym wykorzystać na „żywego człowieka”. W sensie – tego prawdziwego, realnego człowieka. Zaoszczędzając nawet godzinę dziennie zacznę mieć więcej czasu na spotkania na kawy, śniadania, telefon, wspólne spacery. Wiem, wiem – brzmi tak idealnie, więc pewnie się nie uda. Pewnie po prostu zatłukę ten wolny czas jeszcze szybszą pracą. Ale z założenia nie chcę. Z założenia chciałabym zacząć się na nowo spotykać z ludźmi. Nie tylko od święta, od wielkiego dzwonu. Ale regularnie z nimi rozmawiać, żeby naprawdę wiedzieć co u nich. Bo mam takie głębokie przekonanie, że dopóki nie patrzysz człowiekowi prosto w oczy albo nie trzymasz go za rękę albo obejmujesz ramieniem albo chociaż nie słuchasz brzmienia jego głosu to….. to nie wiesz naprawdę co u niego. Bo szczere „u mnie wszystko dobrze” i fałszywe „u mnie wszystko dobrze” literalnie wyglądają dokładnie tak samo.

Obraz 023-2 (obrazek z czasów, gdy umiałam się świetnie bawić bez fejsa 😛 )

Odzyskiwany spokój.

Powiem Wam szczerze, że zaledwie po paru dniach wprowadzenia pewnych zasad higieny socialmediowej zaczęłam odczuwać spokój egzystencjalny. I nie chodzi nawet o coś na kształt życia cudzym życiem. Chodzi o zwykły spokój umysłu nie dokarmianego nieustannie „niusikami” z tablicy, na której przez ostatnich 5 minut naprawdę nic się przecież nie zmieniło. A zasady są wręcz banalnie proste. Po pierwsze: nie zabieram telefonu ze sobą do łazienki/toalety. Jeżeli podejrzewam, ze mój mózg zacznie się nudzić – zabieram ze sobą książkę. Uczyniłam również nasze łóżko strefą wolną od Internetu – dzięki temu nie faszerują mózgu światłem wysysającym mi z organizmu melatoniną tak potrzebną do dobrego spokojnego snu. Tym samym nie serwuję sobie także intensywnej papki informacyjnej na wieczór, przez co moja głowa się wycisza. Mam dzięki temu więcej czasu na rozmowę, film, książkę i ogólnie czas spędzany z bliskimi jest jakoś tak bardziej… owocny.

Nie znikam zupełnie.

Oczywiście nie jestem w stanie wycofać się z Facebooka zupełnie. Ani psychicznie ani technicznie 😉 Ale chcę przenieść akcent: Więcej życia prawdziwego, niż tego wirtualnego. Uzależnienie nie znika z dnia na dzień. A i w strategii marketingowej FB jest wciąż, mimo wszystko, ważnym miejscem. Zostaje więc mój fan page, jako potrzeba szczerze jednostronnego komunikowania się z Wami oraz moje konto, z którego będę mogła administrować fan pagem. Co się zatem zmieni? Zawartość konta 🙂 Będzie to puste, nic i nikogo nie zawierające konto służące wyłącznie do logowania się na fejsa a nie do przeglądania na nim czegokolwiek. Już zdążyłam się usunąć ze wszystkich grup i odlajkować prawie wszystkie polubione strony. Nie polubię również nic nowego – z góry Was przepraszam. Możecie mieć moje wsparcie na inne sposoby, nie koniecznie przez lajkowanie tego, co podsuwacie.

Zostaję również na Insta. Ale tam się trochę inaczej funkcjonuje. Jeżeli więc macie tam konta i chcecie od czasu do czasu zobaczyć fotkę z życia pozafotografkowego, to zapraszam serdecznie 🙂 https://www.instagram.com/fotografkaolsztyn/ – bardzo będę się starała nie powielać tego, co wrzucam na fan page’a ale chcę potraktować tamto miejsce w necie jako takie małe uchylone okienko na świat i na Was 🙂 Nie to, ze reklamuję to miejsce, bo (umówmy się) nie ma czego reklamować ;] Taki sam to uzależniacz i wytracacz czasu. I polecam go tylko dlatego, że nie wciąga mnie tak bardzo, jak Facebook 😉

insta

Mam wciąż również Wasze numery telefonów, Wasze adresy mail, wiem, gdzie mieszkacie 😉 Przypuszczalnie częściej będę zapominać o Waszych urodzinach, bo już żaden Facebook mi to tym nie przypomni 😉 Ale za to mam nadzieję częściej widywać się z Wami w różnych radosnych okolicznościach świata realnego 🙂 Nie obraźcie się więc, gdy na dniach zniknę Wam z facebookowego pola widzenia. Przecież wiecie gdzie mnie szukać 😉

Szalom!