Ponieważ jeszcze całkiem niedawno udało mi się odnieść mały sukces w postaci wygrania plebiscytu na „Fotografa z pasji z bobasem w kuchni” w „Naszym Olsztyniaku”. (Możecie przeczytać o tej sesji oraz obejrzeć fotki z niej i z zaplecza na blogu  autorki projektu.) To się trochę teraz powymądrzam ;P

Przy takiej wspaniałej okazji chciałam doradzić Wam zatem jak robić a jak NIE robić zdjęć swoim dzieciom :)

Posłuchajcie:

Lato to czas wzmożonego obstrykiwania naszych pociech. Mamy październik a ja ciągle oglądam na swojej tablicy Wasze wakacyjno-urlopowe zdjęcia. I nie to, że one są jakieś złe, czy coś. Ale większość z nich wygląda tak samo: (pomijam już błędy techniczne) dziecko wyszczerzone w sztucznym uśmiechu na pierwszym planie i tyle. Z sentymentalnego punktu widzenia – wszystko świetnie: mamy swoje ukochane maleństwo w radosnej minie, bezcenna pamiątka na wszystkie późniejsze lata. Dziecko już nigdy nie będzie takie, jakie jest w tej chwili. One tak szybko rosną, tak szybko się zmieniają. Serce pęka. Mój telefon również jest pełen zdjęć Piotrka i Jasia – zdjęć, których nikomu nie pokazuję, bo chociaż dla mnie są bezcenne, to rozumiem, że dla kogoś innego nie znaczą zupełnie nic. Również z perspektywy sztuki fotografii i estetyki nie mają żadnej wartości. Tak sobie więc leżą na dnie dysku odłogiem i tylko my z Mężem czasem się nimi pocieszymy, gdy minie już dostatecznie dużo czasu od ich zrobienia. Na tyle dużo czasu, że nieostrość i niedoswietloność tych arcydzieł wątpliwej jakości, już nas tak nie razi 😉

Ale fotografia dziecięca to potężna gałąź współczesnej fotografii. Tylko trochę mniej rozdmuchana, niż fotografia ślubna, więc… sami sobie wyobraźcie! 😀

Fotografia dziecięca jest w zasadzie fotografią portretową, chociaż w różnym stopniu jest portretem, co reportażem 😉 Temat bardzo wdzięczny, ale równie trudny. Najlepiej jeśli zamyka się nam w portrecie niepozowanym. Jednak aby uzyskać zadawalające efekty, trzeba dobrze posługiwać się własnym sprzętem, niezbyt niskiej klasy po to, by możliwość wykorzystania szerokiej gamy parametrów rekompensowała nam często trudne warunki zdjęciowe (oświetlenie + ruch +  zmienność). Wymaga zatem wiedzy technicznej ale również zwykłej ludzkiej cierpliwości i wytrwałości.

042 038

035 014a

Podstawowym parametrem będzie tutaj naturalność. Czyli po pierwsze musimy przyzwyczaić dziecko do swojej obecności i do obecności aparatu w naszych rękach. Po drugie: nie wydajemy dziecku poleceń! Nie ma żadnego: „Wyprostuj się!” „Popatrz na tatusia!”, „Uśmiechnij się do mamusi!”. Gdy słyszę takie hasło gdzieś obok siebie, to mnie się scyzoryk w kieszeni otwiera. Z jednej strony – rozumiem, że chcemy mieć nasze dziecko zapisane na trwałe jako uśmiechnięte, radosne, pogodne. Ale… Ale ono coś właśnie robi! Nie wiem… bawi się, myśli, poznaje, rozwiązuje problem. A my stajemy mu nad głową, wyrywamy z tego jego obecnego „tu i teraz” i każdemu mu się ni z gruszki nie z pietruszki uśmiechnąć. Wielu z Was było już na sesji zdjęciowej, część nawet u mnie. Czy pamiętacie swoją odpowiedź na prośbę „a teraz się uśmiechnij”? Nie? Przypomnę Wam: „…ale ja nie umiem tak na zawołanie”. Ha! No właśnie! Dorosły człowiek, który tak, czy inaczej, jest przyzwyczajony trochę do udawania, trochę do grania, trochę do robienia dobrej miny, do złej gry. A co dopiero dziecko, które jeszcze nie zostało skażone pozowaniem i odgrywaniem ról. Naprawdę o wiele lepszy efekt zostanie osiągnięty, kiedy na chwilę spróbujemy się zanurzyć w ten świat. I tutaj ważny czynnik – perspektywa. Jeżeli będziemy stali i patrzyli na nie z góry – za wiele nie zobaczymy. Trzeba zmienić tę perspektywę, zejść do parteru, do podłogi, podreptać na czworakach, poturlać się. Przestańmy patrzeć  z góry a popatrzmy na świat z punktu widzenia malucha: zejdziemy na podłogę, znajdźmy się na jego poziomie, ułatwi nam to spojrzenie na daną chwilę jego oczami i lepsze wczucie się w temat.

011 015

031 029

To oczywiście dopiero pierwszy parametr. Jest jeszcze „światło”, „tło”, „czas”, „kadr”. Ale tak się zmęczyłam tym ruganiem Was za wprowadzanie na siłę sztuczności w zdjęcia, które aż powinny tryskać naturalnością, że nie dam rady więcej. Ci, którzy się przejęli i chcą mi powiedzieć: „ale to wszystko nie jest takie proste!” No jaha, że nie! 😀 Robienie zdjęć ogólnie nie jest proste, chociaż w dobie fotografii cyfrowej jest znacznie prostsze, niż kiedyś. Jeśli bardzo będziecie chcieli robić swoim pociechom naprawdę fajne, ciekawe zdjęcia, to zapiszcie się na jakiś mini kurs fotografii. Nie no! Nie mówię, że od razu do mnie. Gdziekolwiek. Do kogokolwiek, kto powie Wam do czego naprawdę służy aparat i co można z niego wycisnąć. Jaką wspaniałą zabawą jest używanie go tak, jak części z Was nawet się nie śniło, że można go używać. Albo lepiej nie… Nigdzie nie idźcie, niczego się nie uczcie! Za dużą konkurencję możecie mi zrobić 😉

Wiecie dlaczego ta sesja z bobasem wyszła mi tak fajnie? Posadziłam Ignasia na stole pełnym różnych, w jego przekonaniu całkiem organoleptycznie ciekawych rzeczy 😉 i pozwoliłam (i chwała jego mamie, też na to poszła!) po prostu się nimi zająć po swojemu J Moim zadaniem było ogarnięcie światła, kadru i kompozycji. Wystarczająco dużo, by dziecko mogło być pozostawione samemu sobie 😉  Najciekawsze zdjęcia powstają podczas zabawy, w czasie, gdy dziecko jest zajęte sobą, swoim światem.

008 007 006 005 004 003

P.S. Bardzo odradzam korzystanie z lampy błyskowej – raz, że nieumiejętnie użyta spłaszczy obraz. Zdjęcia z lampą błyskową – tą wbudowaną – rzaaadkooo kiedy bywają naprawdę udane i ciekawe. A dwa: nagły błysk nie może pozostać zignorowany przez dziecko: przerwie zabawę, oderwie go od jego czynności i popsuje efekt. Cały mały dziecięcy światek zamknięty w jednej magicznej chwili zostaje rozbity i już nigdy nie wróci na swoje miejsce. Być może będzie inny, równie ciekawy albo i ciekawszy, ale już nie będzie ten sam. Po co go psuć?

P.S. (2) I nie… To nie jest tak, że uśmiechnąć się do zdjęcia teraz to już dziecku nie wolno! Wolno! A nawet trzeba! 😀 Ale niech to będzie piękny, prawdziwy, naturalny, niczym nie wymuszony, radosny dziecięcy uśmiech :) :) :)

033 020 019 018  016 021

P.S. (3) Zwykle nie wrzucam zdjęć swojego dziecka w sieć. Bo nie – ogólnie 😛 Ale tym razem jestem skłonna to uczynić 😉  Popatrzcie ile jest tu ładnego światła… Ile ładnego tła, kolorów. Ile ciekawych sytuacji, w których dziecię nasze jest bardzo dalekie od uśmiechania się do obiektywu. I wiecie co…? Wcale nie ja je zrobiłam! 😀 Tym razem pochwalę się Wam pracami mojego Męża :)

039 

028 027

025 023 010

P.S. (4) I pamiętajcie o jeszcze jednym: „dziecko dobre do zdjęcia” nie równa się „dziecko dobre” 😉 Dobre dziecko, to dziecko czyste, uczesane, ładnie ubrane o przynajmniej nienagannych manierach 😉 Dziecko dobre do zdjęcia to dziecko prawdziwe: brudne, rozczochrane, w pełni zaangażowane w odkrywanie świata. Brudne. I… brudne… I szczęśliwe. I brudne… 😉

037 036 030 009

012 013