Projekt „Siostra Ania”

Opowiadanie z morałem 😉

To było tak… Siedziałam sobie w domu, dłubiąc coś w kompie, pewnego bardzo jeszcze bezrobotnego popołudnia. Miałam dużo czasu i dużo stresu w związku z tym 😛 Nigdy nie należałam do ludzi, którzy lubią siedzieć bezczynnie. Hola hola! Nie, nie jestem pracoholikiem! Lubię pracować. Nawet lubię pracować dużo. Ale również umiem odpoczywać – nawet przez 3-4 tygodnie! 😉 W tamtym czasie jednak „odpoczywałam” dosyć często i dosyć długo 😛 Dlatego z nadzieją na zlecenie odebrałam kolejny tego dnia telefon. Wcześniejszy był od kuriera, jeden od mojej siostry a jeden to pomyłka. Nie nastawiłam się więc za bardzo 😉

To był jednak telefon, który zmienił moje fotograficzne życie 😀

Zadzwoniła do mnie Lidia Piechota – prezenterka telewizyjna, pogodynka, celebrytka, jak się potem okazało. Zapytała tylko, czy chcę, czy to widzę i jak szybko potrafię pracować. „Tak”, „tak” i „szybko”. Jeszcze tego samego dnia Lidia oraz główny zleceniodawca, czyli „Siostra Ania” miały mój harmonogram na ogarnięcie całości. A już w kolejnym tygodniu realizowałam absolutnie jedno z przedsięwzięć swojego życia. Miałam zaledwie parę dni na przygotowanie wszystkiego: od zorganizowania fryzjera i wizażystki, przemyślenia ciuchów, żeby Lidia nie musiała brać ze sobą całej szafy (była przecież w 9 miesiącu ciąży!) na wynalezieniu miejsc do zdjęć skończywszy. Ale… ja lubię pracować pod presją czasu – im mniej go mam tym lepiej się ogarniam 😉

PONIEDZIAŁEK

Dzień najbardziej wytężonej pracy. Musimy obskoczyć Starówkę, jezioro Ukiel oraz rynek przy Grunwaldzkiej. Chodziło o to, by pokazać mamę najróżniejszych sytuacjach: na wesoło i na poważnie, na zakupach, na sportowo i na zdrowo 😉 Robimy zdjęcia prawie cały czas. Pogoda w zasadzie nam sprzyja: nie ma ostrego słońca, co pozwala nam wykorzystać do zdjęć nawet godziny około południowe. (Chociaż mój Tata całe życie mi powtarza: „Gdzie fotograf ma aparat w południe? W torbie!” – ogólnie to święte słowa, tylko zdarza się, że czas goni tak bardzo, że się nie wybrzydza 😉 ). Jeszcze wtedy posługiwałam się moją starą dobrą 50-tką… Trochę przy tym było gimnastyki, więc około 16:00 byłyśmy już tak zmęczone, że z radością po prostu siedziałyśmy na przystanku i gadałyśmy.

IMG_4231    IMG_3904 IMG_4305

IMG_4013BW  IMG_4641 x

To oczywiście moje najulubieńsze wyjątki z tego dnia a nie to, że wszystkie udane zdjęcia 😉

WTOREK

Sesja poranna. Dzięki uprzejmości mojej serdecznej koleżanki – Edyty miałyśmy do dyspozycji wnętrze pięknego mieszkania. Edyta okazała się na tyle wspaniałomyślna, że nawet mogła nam towarzyszyć Foka – nieżyjący już niestety pies Lidii. Jeden z niewielu, jakie w życiu naprawdę polubiłam. Domowa atmosfera sprzyja naszej pracy. I nawet, jak na zawołanie, zza chmur wychodzi słońce, żeby nam nieco poświecić do zdjęć. Lidia pije herbatę. Lidia je, Lidia się bawi z psem, Lidia duma nad przyszłością. Nie powiem: obie całkiem dobrze się bawimy 😉

IMG_4740BW IMG_5120 IMG_5028BW IMG_4790

ŚRODA

Znowu wysiłkowo: Poranna sesja w Hotelu Dyplomat. Cała ekipa w świetnych humorach. Grześ czesze. Karolina Głowacka maluje. Ja czekam aż słońce wzejdzie wyżej i trochę światła wpadnie przez oszklony dach naszego apartamentu. Miałam tyle szczęścia, że się doczekałam 😉 Realizujemy program. Lecimy na dworzec zachodni tam jeszcze parę ujęć typu „mama w podróży”. Chwila przerwy. Spotykamy się w hotelu ponownie wieczorem. Tym razem jest kameralnie – poza tym, że pracujemy tylko we dwie, to i charakter zdjęć jest również bardziej intymne. Powstają pierwsze zdjęcia, z których naprawdę jestem dumna.

IMG_5424BW IMG_5464IMG_5651BW IMG_5566 IMG_5611BW

CZWARTEK

Przed nami ostatnie zdjęcia. Spotykamy się na jeziorem Długim, by w jego zakolach, śród wysokich traw i szumiących drzew zrobić zdjęcia „mama na łonie natury”. Wychodzi nam to jakoś tak radośnie i romantycznie. Myślę, że właśnie wtedy stawiałam pierwsze kroki w fotografii glamourowej 😉 Cienkie chmury, które zadziałały jak ogromny dyfuzor dla słońca, sprawiły, że zdjęcia nabrały lekkiego, miękkiego charakteru. Przyznaję się bez bicia – dopiero przy tej sesji przestałam się bać zdjęć plenerowych. Poczułam, że to…. poczułam 😉

IMG_5674IMG_5931

IMG_5770IMG_6024

Gdy Lidka urodziła już Zachariasza – spotkałyśmy się na sesji ponownie. Tym razem miałam tylko jeden dzień pracy, za to od rana do niemal wieczora. Musiałyśmy przecież pokazać wiele zwykłych codziennych sytuacji, w jakich znajduje się mama z dzieckiem: od karmienia, przewijania, pielęgnacji, kąpania, usypiania, spacerowania (chociaż w pierwszej chwili chciałam napisać „wyprowadzania” 😉 ) przytulania, na usypianiu skończywszy. Po raz pierwszy doświadczyłam jak trudnym a jednocześnie wdzięcznym tematem jest dziecko.

012 011 009

005   013

004  002

MORAŁ

Dlaczego odbywam tę podróż sentymentalną ? Pamiętam jak dziś, gdy Magda – właścicielka projektu „siostra Ania” – mówiła mi: „Nie martw się! Zobaczysz! Ludzie obejrzą te zdjęcia i zaraz posypią Ci się zlecenia!”. A ja w to uwierzyłam…

Oczywiście, że nie było tak, że zaraz mi się rozdzwonił telefon i zaczęłam otrzymywać propozycje współpracy z całego świata albo chociaż z różnych stron Polski… Ale na pewno udowodniłam tą sesją, że POTRAFIĘ. Przede wszystkim sobie samej to udowodniłam 😉 Ale tak to już jest, że gdy człowiek sam w siebie uwierzy, to reszta też w to uwierzy. A jeśli ktoś jednak nie uwierzy, to już nie jest tak znowu istotne 😉

Więcej takich zdjęć na:

Brzuszkowe


oraz

Dzieci